4 MAJA – PARADA POLSKOŚCI W WILNIE

Szanowni Rodacy,

Związek Polaków na Litwie zaprasza Polaków zamieszkałych na Litwie, wszystkich swoich członków, sympatyków i gości z Macierzy do udziału w świątecznej paradzie. Uroczystym pochodem z okazji Dnia Polonii i Polaków za Granicą oraz kolejnej rocznicy Konstytucji 3 Maja uczcimy 30-lecie Związku Polaków na Litwie.

Wszystkich Rodaków zrzeszonych w Związku, organizacjach społecznych, uczniów i nauczycieli szkół polskich, młodzież i kombatantów, członków zespołów artystycznych i każdego, kto czuje się Polakiem, zapraszamy 4 maja br. do przybycia na Plac Niepodległości przy Sejmie Republiki Litewskiej, skąd o godz. 10.30 wyruszymy wspólnie w świątecznej paradzie ulicami Wilna: aleją Giedymina przez Plac Katedralny, ulicą Zamkową i Wielką do Ostrej Bramy, gdzie przy cudownym obrazie Matki Boskiej Ostrobramskiej o godz. 12.00 zostanie odprawiona Msza św.

Szanowni Rodacy, wykażmy solidarność, biorąc udział w uroczystościach z okazji znamiennych dat historycznych!

Okińczyc szkodził Orlenowi, w czyim interesie?

Tajne nagranie rozmowy ówczesnego szefa MSZ Radosława Sikorskiego i prezesa PKN Orlen Jacka Krawca, na tzw. taśmach prawdy w restauracji „Sowa i Przyjaciele” w lutym 2014 roku, ujawnia litewski wątek afery jaki powstał wokół Orlenu. Oto fragment:

SIKORSKI: To jest człowiek Okińczyca, tego polskiego…
KRAWIEC: No wiem, wiem, ten Okińczyc.
SIKORSKI: Czyli wszystko wiesz.
KRAWIEC: Tak, tak…
SIKORSKI: Ja mogę nacisnąć na nich, bo to jest, przecież my finansujemy, w pewnych wiesz. My możemy dmuchnąć (…)

Litewskie problemy Orlenu

Podsłuchana rozmowa, która wyciekła do mediów, dotyczyła problemów największej polskiej firmy paliwowej PKN Orlen, jakie ta napotkała na Litwie. Okazuje się, że nie były one przypadkowe, a niektóre z nich pojawiły się za sprawą Czesława Okińczyca i jego siostrzeńca Jarosława Niewierowicza, w tamtym czasie ministra energetyki Litwy. Ale po kolei. Skąd na Litwie wziął się polski koncern naftowy? W 2006 roku PKN Orlen kupił pakiet kontrolny rafinerii w Możejkach od rosyjskiego koncernu Jukos, doprowadzonego do bankructwa przez władze Rosji. Następnie odkupił również udziały od litewskiego rządu i prywatnych inwestorów, stając się właścicielem 100 % akcji. Od tego czasu Orlen jest największym podatnikiem na Litwie. Na zakup akcji i niezbędne inwestycje płocki koncern wydał ok. 4 mld dolarów. To wielkie i dla wielu kuszące pieniądze. Po tym fakcie rafineria zmieniła nazwę na Orlen Lietuva. W międzyczasie litewska odnoga Orlenu napotkała potężne problemy. Najpierw Transnieft zawiesił dostawy ropy, kolejnym ciosem był pożar rafinerii. Następnie władze Litwy rozebrały 19 kilometrowy odcinek torów kolejowych między Możejkami a Łotwą, przez co polska firma utraciła najbardziej rentowny szlak eksportowy. Orlen planował inwestycję, polegającą na wybudowaniu nowego rurociągu do Kłajpedy. Prace były zaawansowane do tego stopnia, że Orlen otrzymał nawet od strony litewskiej zgodę w postaci dokumentu o wpływie inwestycji na środowisko. Według litewskiego prawa zgodę tę, stosownym rozporządzeniem ministra energetyki, należało odnawiać co trzy lata. I tak oto na arenę wkracza Okińczyc z siostrzeńcem ministrem.

AntyPiSowski mecenas buduje swoje wpływy

Czesław Okińczyc to znana postać dla litewskich polityków i biznesmenów. Swoje wpływy zaczął budować od momentu, gdy stał się sygnatariuszem aktu niepodległości Litwy. Stał się nietykalnym panem mecenasem. Chwilę później, gdy Polacy na Litwie zmagali się z dyskryminacją i nielegalnym rozwiązaniem polskich samorządów na Wileńszczyźnie, on stał mocno przy największym polakożercy i swoim przyjacielu Vytautasie Landsbergisie. Ta swoista lojalność została nagrodzona nieskrępowaną możliwością robienia interesów i otrzymanymi funkcjami, choćby doradcy przy kolejnych prezydentach Litwy. Gdy Polacy na Litwie cierpieli ze względu na swoją polskość, Okińczyc budował swoje biznesy i rozwijał kancelarię prawną. Założył też bez żadnych problemów polskojęzyczną grupę medialną ZW o lewicowo-liberalnym profilu, wybitnie antypisowską, korzystając z doświadczeń i współpracy z mediami Michnika. ZW promuje te same wartości co Gazeta Wyborcza, a w sprawach polskiej mniejszości na Litwie atakuje polskie organizacje i polskich działaczy, prezentując litewski punkt widzenia, szkodliwy dla zachowania polskości na Kresach. Natomiast w sprawach Polski okińczycowe ZW wielokrotnie ustami swoich komentatorów ostro krytykowało rząd Prawa i Sprawiedliwości. Dziwne jest to, że taka działalność jest sowicie, bo milionami złotych, dotowana przez fundacje zależne od polskiego państwa. Jest też tajemnicą poliszynela to, że wykorzystując swoje kontakty i wpływy Okińczyc wywierał presję na polskie firmy, które chciały rozwijać swoją działalność na Litwie, aby zwracały się do jego kancelarii prawnej po to, by zdobyć swoiste „referencje” na działalność w tym kraju, oczywiście za stosownym honorarium za obsługę prawną.

Okińczyc z siostrzeńcem wchodzą do gry o Orlen

Wróćmy ponownie do Orlenu i jego problemów na Litwie. W nagranej potajemnie w restauracji „Sowa i przyjaciele” rozmowie Sikorskiego z Krawcem padają dwa nazwiska Polaków z Litwy, Okińczyca i pana N […] Media w Polsce źle zinterpretowały drugie nazwisko, błędnie podając „Niklewicza”. W rzeczywistości, jak podał polski portal na Litwie „Wilnoteka”, na nagraniu słychać wyraźnie nazwisko „Niewierowicza”, ówczesnego ministra energetyki, obecnie prezesa zarządu Polsko-Litewskiej Izby Handlowej, a prywatnie siostrzeńca Okińczyca. Oto szerszy fragment rozmowy:

KRAWIEC: Dzisiaj taką notatkę czytałem, że to jest jedna wielka ściema na tej Litwie.
SIKORSKI: Złodzieje, przecież to są oszuści.
KRAWIEC: Zastanawiam się, byłem dzisiaj w Skarbie co tam zrobić, żeby jeszcze im bardziej na nosie zagrać.
SIKORSKI: A te obowiązkowe zapasy?
KRAWIEC: To jest znowu pod górę dla nas, bo możliwość utrzymywania za granicą, no to jest przeciwko nam. Wszystko jest przeciwko nam, co tam robią, niestety
SIKORSKI: Jakieś certyfikaty, zielone, tak?
KRAWIEC: Tam jest wszystko…
SIKORSKI: Skur***ny
KRAWIEC: …każda decyzja i to niby Niewierowicz, ten z mniejszości polskiej, ten minister to jest na pasku pani prezydent i chodzi tak jak…
SIKORSKI: To jest człowiek Okińczyca, tego polskiego….
KRAWIEC: No wiem, wiem, ten Okińczyc.
SIKORSKI: Czyli wszystko wiesz.
KRAWIEC: Tak, tak…
SIKORSKI: Ja mogę nacisnąć na nich, bo to jest, przecież my finansujemy, w pewnych wiesz. My możemy dmuchnąć (…)

Ani Okińczyc, ani Niewierowicz nie ustosunkowali się publicznie do treści opublikowanych rozmów. A jest tam wątek, na który warto zwrócić uwagę. Sikorskiego niepokoją „jakieś certyfikaty, zielone”, które są stawiane jako przeszkoda dla rozwoju Orlenu, a decyzje w tej sprawie zależą od ministra. Sprawa z pozoru wydaje się zagmatwana, ale jak powiada stare porzekadło, jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o…

Konfrontacja ujawnia krętactwo

Orlen zainwestował potężne pieniądze w przejęcie „Mažeikių nafta”. Spółka, aby móc stabilnie funkcjonować, potrzebowała wybudować nowy rurociąg biegnący w stronę Morza Bałtyckiego. Co kilka lat litewskie ministerstwo energetyki musiało podpisywać dokument o wpływie inwestycji na środowisko. Zgodę tę, stosownym rozporządzeniem ministra energetyki, należało odnawiać co trzy lata. Nie było z tym większych problemów do czasu, aż ministrem energetyki został siostrzeniec Okińczyca. Raptem Orlen napotkał trudności, ministerstwo nie zatwierdziło dokumentów, zwlekało z decyzją. W związku z tym szef Orlenu Lietuva Ireneusz Fąfara zwrócił się do ministerstwa energetyki o wyjaśnienia. I tu rozpoczęła się dziwna gra na zwłokę. Tak oto całą sytuację wspomina ówczesna wiceminister energetyki Renata Cytacka: „Sytuacja była bardzo dziwna. Minister Niewierowicz osobiście kurował sprawę Orlenu i nikt inny nie miał całej wiedzy o zaistniałej sytuacji. Co więcej, minister próbował obarczyć odpowiedzialnością za brak decyzji Valentinasa Mazuronisa, ministra ochrony środowiska, jakoby ten blokował podpisanie zgody na dalsze korzystanie z rurociągu”. Jak mówi Cytacka, potrzebna była konfrontacja i ustalenie, kto mówi prawdę. W obecności przedstawiciela Orlenu Andrzeja Kupca, Renaty Cytackiej i przewodniczącego AWPL Waldemara Tomaszewskiego zatelefonowano w trybie głośnomówiącym do ministra Niewierowicza, ten twierdził, że to nie on, lecz minister środowiska blokuje wspomniany dokument. Wykonano zatem telefon do ministra Mazuronisa, który oznajmił, że nie podpisywał dokumentu na prośbę samego Niewierowicza. W taki oto sposób prawda wyszła na jaw, a kłamstwo obnażone. Mazuronis niezwłocznie kontrasygnował dokument, a następnie, po dekonspiracji, podpisał stosowny dokument Niewierowicz. Powstaje pytanie o dziwne zachowanie ministra oraz dlaczego do tej niekorzystnej dla polskiego Orlenu sytuacji w ogóle doszło? Staje się też jasne, dlaczego Renata Cytacka została zdymisjonowana z funkcji wiceministra energetyki. Bo tak uczciwa i kierująca się zasadami osoba nie pozwalała na „robienie prywatnych interesów”.

Haracz czy wpływy KGB?

Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Z dziennikarskich ustaleń wynika, że w tym samym czasie, gdy minister energetyki zwlekał z podpisaniem dokumentów niezbędnych do realizacji inwestycji, jego wujek Czesław Okińczyc próbował „nakłonić” Orlen do podpisania umowy na obsługę prawną spółki z własną kancelarią prawną, która miała reprezentować Orlen na Litwie, obiecując jednocześnie szybkie rozwiązanie problemów. Czy takie zachowanie nie wypełnia definicji szantażu, albo haraczu? Wynika stąd, że mecenas próbował cynicznie wykorzystać pozycję i stanowisko swojego siostrzeńca w celu osiągnięcia konkretnych wielomilionowych korzyści. A wszystko to ze szkodą dla interesów Polski.

Ale w całej sprawie może być też drugie dno. Być może Okińczyc próbował upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, skorzystać finansowo i dorzucić kolejne problemy Orlenowi. Powszechnie wiadomym jest, że zakup rafinerii w Możejkach przez polski Orlen nie spodobał się stronie rosyjskiej, doszło nawet do zaprzestania dostarczania ropy przez Transnieft. W świetle najnowszych doniesień i opublikowania na Litwie tzw. listy Tomkusa, czyli osób podejrzanych o bycie w czasach sowieckich tajnym współpracownikiem KGB, na której znalazło się także nazwisko Czesława Okińczyca, sprawa nabiera nowego wymiaru. Pisałem o tym w swoim artykule „KGBistowskie sztuczki Okińczyca”. Czy mecenasowi chodziło tylko o wymuszenie kontraktu na obsługę prawną Orlenu, czy też może ktoś wywierał na niego naciski, aby ten poprzez swoje wpływy szkodził interesom polskiej firmy? Pytanie to jest o tyle zasadne, gdyż całkiem niedawno szef Departamentu Bezpieczeństwa Państwa Darius Jauniškis potwierdził, że byli tajni współpracownicy KGB naprawdę są szantażowani. To pytanie pozostanie prawdopodobnie otwarte do czasu, aż na Litwie dokona się prawdziwa lustracja, a opinia publiczna pozna zawartość KGBistowskich teczek. Swoimi działaniami Okińczyc szkodził Orlenowi, w czyim interesie? Czy tylko swoim, dla zysku, czy też sił zewnętrznych? Czy w obu „interesach” naraz. Jedno jest pewne, ujawnione nagrania w warszawskiej restauracji pokazują prawdziwą twarz mecenasa, sygnatariusza i biznesmena w jednej osobie i na pewno nie jest to twarz żony Cezara. Natomiast po tych wszystkich szkodliwych dla Polski i Orlen Lietuva działaniach, jego dzisiejszy szef Michał Rudnicki daje zarobić Okińczycowi poprzez zamieszczanie reklamy firmy na jego portalu ZW, wywołuje to śmiech politowania.

Na tropach prowokacji (2)

Czytaliśmy ostatnio o obradach Forum Polonijnego w Krynicy, które się odbyło na początku września br. Jak zwykle dużo tam zostało wypowiedzianych słusznych haseł, teorii i zadań dla Polonii i Polaków za granicą. Wygląda na to, że mówiono nawet w dobrej wierze i z przekonaniem: o jednym narodzie ponad granicami, potrzebie bronienia wspólnym wysiłkiem wizerunku Polski i Polaków na świecie, polskiej racji stanu, określano jak wspierać i aktywizować społeczności polskie w krajach zamieszkania itd.

„Polacy sami powinni uwierzyć w swoją rolę w krajach zamieszkania, w to, że władze drugiej ojczyzny powinny z nimi się liczyć, że sytuacja w ostatnich latach zmienia się na plus. Polacy potrafią pokazać naszego narodowego ducha” itd.

Polacy na Litwie już to wszystko wydaje się przerobili. Dobrze się zorganizowali i nie tylko nie czekali łaski od władz swego kraju zamieszkania, ale wszędzie, gdzie to możliwe, sami sięgnęli po tę władzę, na wszystkich jej szczeblach.

W tym biegu z przeszkodami osiągnęli wiele. Ale nie o tym dziś mowa. Powstaje pytanie, jak to jest możliwe, że najbardziej dokuczliwe przeszkody są nie te siłą rzeczy „naturalne”, wypływające z litewskich narodowych środowisk, ale właśnie polskojęzyczne, hojnie podsycane i finansowane z Warszawy.

Ostatnio warszawska fundacja mająca za zadanie niby niesienia pomocy Polakom na Wschodzie, jak wiadomo, kolejny raz ogłosiła wojnę dla ZPL. Bezwzględną, bezkompromisową, nie na życie, a na śmierć. Zatrudniła nawet pracowniczkę znającą język litewski, która potrafi powstające w fundacji „dokumenty” oskarżające Związek Polaków na Litwie na bieżąco tłumaczyć i wysyłać do prasy litewskiej. Może też wystąpić w telewizji litewskiej „z potępieniem przestępstw” popełnionych przez ZG ZPL. A przecież nikt nikomu jeszcze żadnego przestępstwa nie udowodnił. I jak to się ma do polskiej racji stanu, do wizerunku Polski i Polaków? Ile to w sumie Polskę kosztuje – krynice, podejmowane przeciwstawne, jakieś zaiste bolszewickie „jedynie słuszne decyzje” przez falkowskich, dzięciołowskich, przełomców i Ko, w połączeniu z produktem ostatecznym – „Dviračio šou” w litewskiej telewizji. Kto chociaż raz to oglądał, wie o czym mowa.

Nie jest to zwykłe wysilanie się na ironię, satyrę. To w najbardziej chamski sposób jest zohydzana i wybrzydzana Polska i Polacy oraz wszystko, co polskie. Wykorzystają w tym celu każdy pretekst. To nie może nie boleć ludzi, którzy całe życie mieli tę Polskę w sercu i zawsze dla niej pracowali.
Wielu naszych liderów wielokrotnie prowadziło podobne konferencje, panele, dyskusje na różnym szczeblu Polonii świata. A dzisiaj to wszystko – mówią – brzmi jakby w tle diabelskiego chichotu. Jedna ręka usiłuje coś robić, druga – wszystko ścinać pod korzeń…

Trudno. Jest jak jest. Przecież zawsze liczyliśmy przede wszystkim na siebie. Dziękowaliśmy za pomoc, gdy ona była, a jeżeli nie – i tak robiliśmy swoje. Pokazywaliśmy, jak to określił w Krynicy Adam Kwiatkowski z Urzędu Prezydenta RP, naszego narodowego ducha. Tak było, jest i będzie.

Ale skoro przeciwko ZPL przez całe lato jest prowadzona otwarta wojna, z przywołaniem sił najbardziej nam nieprzychylnych, musimy się, niestety, bronić. Tracąc czas, który można by było wykorzystać w lepszej sprawie.

W pierwszym odcinku artykułu „Na tropach prowokacji” pisaliśmy o manipulacjach, kłamstwie i obłudzie ludzi, którzy zorganizowali tę prowokację i przez całe lato prowadzą otwartą wojnę przeciwko ZPL, posługując się znanymi metodami organizowania przewrotów przez służby specjalne, udoskonalonymi przez KGB do perfekcji.

Stwierdziliśmy też, że rolę przewodnią w tej niszczycielskiej robocie na Litwie pełni tzw, środowisko ZW pod kierownictwem Czesława Okińczyca. Tego samego Okińczyca, któremu marzy się fotel prezydenta Litwy…
Dziś zamieszczamy materiał o nim znaleziony w internecie.

Czytaj także:
Manipulacja, kłamstwo, obłuda
Gdyby Falkowski chciał wykonywać swoje obowiązki…
Jeszcze raz nie tylko o Zułowie

KGBistowskie sztuczki Okińczyca

W lutym bieżącego roku Litwą wstrząsnął agenturalny skandal. Vitas Tomkus, redaktor naczelny tygodnika „Respublika”, opublikował listę współpracowników KGB, na której znalazło się wiele osób związanych z litewskim życiem publicznym, w tym politycy, biznesmeni oraz tak zwani działacze. Niestety na tej liście hańby znalazło się też polskie nazwisko. To przedstawiający się jako Polak z Litwy Czesław Okińczyc, prezes Radia Znad Wilii, przez najbliższych „adoratorów”, których zresztą jak sami przyznają nie jest zbyt wielu, obwołany „wileńskim autorytetem”.

Tajemnicze milczenie Okińczyca
Fakt ten nie był zresztą wielkim zdziwieniem ani zaskoczeniem dla większości miejscowych Polaków, którzy wiedzą, kto jest porządnym człowiekiem, a kto porządnego tylko udaje. Wszyscy, w tym media, czekali na bezzwłoczne odniesienie do sprawy, ale oczekiwanej szybkiej reakcji ze strony „Pana Mecenasa” na tę listę nie było. Dlatego Polacy na Litwie zaczęli coraz głośniej zadawać pytanie, dlaczego? Z jakiego powodu? Aż tu nagle, po pół roku tajemniczego milczenia, odezwał się sam Czesław Okińczyc na łamach własnego portalu ZW. I tak jak wiele osób przewidywało, spróbował, zresztą całkiem niezgrabnie, zaprzeczyć doniesieniom, które już od dłuższego czasu krążyły po świecie. I tu nastąpiła rzecz dziwna, bo Okińczyc zamiast zaprzeczyć informacjom o tym, że współpracował z KGB, podjął nieudolną próbę podważenia samej listy, opublikowanej w lutym tego roku przez tygodnik „Respublika”. W swoim kuriozalnym oświadczeniu przechwalał się swym udziałem w 1991 roku w komisji Rady Najwyższej Republiki Litewskiej do spraw likwidacji KGB, a także tym, że wystąpił z zapytaniem na swój temat do Komisji Lustracyjnej i otrzymał „odpowiedź” mówiącą o tym, że Komisja nie posiada danych o jego potajemnej współpracy z KGB.

Wystąpił do niewłaściwej instytucji
Taka odpowiedź Komisji jednak nie dziwi, gdyż mecenas użył sztuczki w iście KGBistowskim stylu i wystąpił do niewłaściwej instytucji. A zatem zaświadczenie, czy raczej „papierek”, którym wymachuje nasz sygnatariusz jest niewiarygodny. Wygląda to na próbę ukrycia prawdy, bo występując o informację na swój temat do Komisji Lustracyjnej, wystąpił do instytucji, która od dawna nie ma już dokumentów na temat agentów KGB. Otóż, jak oficjalnie pismem z dnia 20 lipca 2018 roku poinformowało posła Zbigniewa Jedzińskiego Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy (litewski IPN), to Centrum administruje bazą danych zawierającą informacje o tajnych współpracownikach KGB, a nie Komisja Lustracyjna, gdyż ta zgodnie z ustawą przekazała całą dokumentację do Centrum już w lutym 2011 roku. Informację tę potwierdził również na piśmie Departament Bezpieczeństwa Państwa. Oznacza to wprost, że Okińczyc wystąpił z zapytaniem do instytucji, która od wielu lat nie ma dokumentów dotyczących tajnych współpracowników KGB, ponieważ przekazała je innemu organowi. Okińczyc musiał o tym wiedzieć jako prawnik i osoba zainteresowana sprawą. Wszystko wskazuje na to, że celowo manipuluje informacjami na swój temat, znajdującymi się w teczkach KGB.

Nerwowe ruchy prezesa Radia Znad Wilii
Natomiast podważanie w całości tzw. „listy Tomkusa“ jest działaniem jak najbardziej niepoważnym. Bo nawet jeśli można się tam doszukać pewnych błędnych danych, to w tej konkretnej sprawie nie chodzi przecież o nazwiska wszystkich wymienionych na liście, lecz literalnie o samego Czesława Okińczyca. I jak widać, z uświadomieniem sobie tego prostego faktu pan mecenas, biznesmen i sygnatariusz w jednej osobie ma wyraźny problem. A to oznacza, że nie wie jak wybrnąć z tej kłopotliwej dla niego sytuacji. Stąd pomysł rozmycia sprawy, skierowania jej na boczny ślepy tor poprzez zanegowanie i podważenie całej listy tajnych współpracowników. Tyle, że takie nerwowe ruchy prezesa Radia Znad Wilii jeszcze bardziej uwiarygodniają prawdziwość „listy Tomkusa”. Bo, jak mówi stara zasada dyplomacji, prawdziwe są tylko informacje zdementowane.

Okińczyc jak Michnik
I tu ciekawostka, jak informuje o sobie Okińczyc, w czasach pełnej władzy Landsbergisa na początku lat 90. działał jako „likwidator” KGB na Litwie. A to oznacza, że mógł „buszować” w teczkach bezpieki do woli, miał okazję poznać nazwiska kagiebistów i ich tajnych współpracowników, miał także dostęp do materiałów na swój temat, jeśli takie były, a raczej były, gdyż Okińczyc to przecież nie byle kto w gronie przyjaciół największego polakożercy Landsbergisa. Mecenas i reszta „likwidatorów” mieli czas i możliwości z tej wiedzy zrobić przez lata odpowiedni użytek i skrupulatnie ją wykorzystać. Zresztą podobnie działo się na początku lat dziewięćdziesiątych w Polsce, gdy władzę miał układ okrągłostołowy, a w komisji penetrującej archiwa polskiej bezpieki był Adam Michnik, który najpierw poznał nazwiska, a potem stał się zagorzałym przeciwnikiem lustracji. Tylko garstka wybranych, a raczej wyselekcjonowanych, jako jedyna miała możliwość zajrzenia do tajnych archiwów, które potem zostały na całe lata szczelnie zamknięte nawet przed historykami. Tak było zarówno w Polsce jak i na Litwie, gdzie tylko nieliczni zapoznali się z tajnymi zbiorami, w tym Okińczyc, a w Polsce Michnik, dziś wielcy przyjaciele, szefowie bliźniaczych mediów o liberalno-lewicowym charakterze.

„Papierkowa” kpina z ludzi
Taki stan rzeczy przez wiele lat umożliwiał spekulowanie, rozmaite rozgrywki, zapewne też szantażowanie osób o skażonej przeszłości, które po zmianach ustrojowych pozostały aktywne w sferze publicznej. Wreszcie, zwrócenie się do przewodniczącego Komisji Lustracyjnej Algimantasa Urmonasa, to już zwyczajna kpina z ludzi. Według opinii posła Zbigniewa Jedzińskiego, Czesław Okińczyc publikując „papierek” z Komisji Lustracyjnej mógł mieć nadzieję, że żadna osoba nie będzie wnikać w zaistniałą sytuację i tym samym „wywinie się” ze stawianych mu zarzutów i leżących na nim podejrzeń o bycie sowieckim konfidentem i donosicielem. Przecież każdy jako tako rozgarnięty człowiek wie, a Okińczyc jako prawnik powinien wiedzieć to najlepiej, że w świetle obowiązującego prawa Komisja nie mogła udzielić innej odpowiedzi jak odmowna, ponieważ po pierwsze: dokumenty na temat tajnych współpracowników przekazała siedem lat wcześniej do wyżej wymienionego Centrum, czyli litewskiego IPN. A po drugie: Sejmas na kolejne 75 lat utajnił nazwiska osób współpracujących z KGB. Na to także zwrócił uwagę poseł Jedziński, a wie co mówi, bo to on w Sejmasie forsuje ustawę o ujawnieniu kagiebistów, którzy przecież jako potencjalne ofiary szantażu obcych służb mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Litwy również dzisiaj.

Manipulacje i kneblowanie ust prawdzie
Na portalu ZW Czesława Okińczyca, pod jego tekstem, skasowano wszystkie komentarze pokazujące właśnie manipulacje i kagiebistowskie sztuczki Okińczyca. W tym wpis posła Jedzińskiego: „Tak wysoce rozgarnięty polityk jak Czesław Okińczyc nie wie gdzie się trzeba zwrócić, ażeby otrzymać informację o współpracy z KGB. Przewodniczący Komisji Lustracyjnej prof. dr Algimantas Urmonas nie może przedstawić takich danych ponieważ ich po prostu nie posiada. To jakby od dentysty otrzymać zaświadczenie że jesteś zdrowy „psychicznie”. Cóż, poprzez takie manipulacje i kneblowanie ust próbuje się uciszyć prawdę. Być może odzywają się przyzwyczajenia z dawnych czasów, gdy prawda mogła być tylko jedna, a mających inne zdanie po prostu się uciszało i odmawiało im głosu. Na koniec warto poszukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego Okińczyc po miesiącach milczenia zdecydował się na zabranie głosu? Odpowiedź nasuwa się sama, bo atmosfera wokół niego bardzo zgęstniała i ludzie nabrali przekonania, że kagiebiści przefarbowani na bezpiekę litewską nadal „swawolą” w kraju. Z pewnością również w Polsce zauważono, że bezwarunkowe wspieranie prywatnych okińczycowych mediów wielkimi dotacjami z Senatu za pośrednictwem fundacji, czy pieniędzmi Orlenu, w świetle mocno podejrzanej przeszłości samego Okińczyca, jest mało roztropne i zakrawa na skandal, który może odbić się negatywnie na wizerunku darczyńców. Z tego powodu media zależne od Okińczyca rozpoczęły desperacką, propagandową próbę jego wybielenia. Dlatego najlepszym rozwiązaniem dla Litwy, Polaków na Litwie, jak również Polski, byłaby powszechna lustracja, która oczyściłaby życie publiczne z agentów i zakończyła żenujące spektakle, jak ten z mecenasem w roli głównej, gdy on manipuluje rzekomym dokumentem instytucji, która od wielu lat po prostu nie posiada żadnych dokumentów KGB.

Odbyło się posiedzenie Zarządu Wileńskiego Miejskiego Oddziału ZPL

W pierwszej dekadzie marca odbyło się posiedzenie Zarządu Wileńskiego Miejskiego Oddziału ZPL. Podczas zebrania członków Zarządu omówiono kwestie typowania delegatów na zjazd ZPL oraz miejską konferencję sprawozdawczo-wyborczą, która odbędzie się 22 kwietnia br. Do 15 kwietnia w kołach Oddziału mają się odbyć zebrania, podczas których zostaną wytypowani delegaci zarówno na konferencję Oddziału m. Wilna, jak i XIV zjazd Związku Polaków na Litwie, który odbędzie się 26 maja br. w Domu Kultury Polskiej w Wilnie. Protokoły zebrań mają być przedstawione Radzie Oddziału do 15 kwietnia. Przypomniano ustalenie, że zgodnie ze Statutem ZPL, każde koło Związku ma wytypować po jednej osobie od koła, zaś liczące 30 i więcej członków, wybierają kolejnych delegatów od pełnej trzydziestki.

Podczas posiedzenia Zarządu wysłuchano informacji o powołaniu nowych kół w Wilnie. Po ich prezentacji i przedstawieniu preferowanych sfer działalności, członkowie Zarządu podjęli decyzję o przyjęciu 7 nowych kół do Oddziału. Są to: koło „Centrum Sztuk Samoobrony” (prezes Rafał Sinkiewicz) – 12 osób. Poprowadzi ono zajęcia sprzyjające podtrzymaniu kondycji fizycznej i zdrowotnej członków Miejskiego Oddziału ZPL; „Koło ułanów” (prezes Waldemar Szełkowski) – 5 członków; rodzinne koło „Żwirble” (prezes Andrzej Kierulis) z Nowej Wilejki – 5 osób; rodzinne koło „Trzaska” (prezes Maryla Kleczkowska) – 5 osób; koło „Centrum oświaty i rozwoju” (prezes Zbigniew Bujko) – 10 osób; koło „Inicjatywy innowacyjne” (prezes Andrzej Łuksza) – 3 osoby; koło Domu Kultury Polskiej (prezes Bożena Mieżonis) – 4 osoby.

Podczas posiedzenia mówiono również o planowanych zmianach w siedzibie Miejskiego Oddziału ZPL przy ul. Zawalnej 45 (Pylimo). Członkowie Zarządu jednogłośnie poparli inicjatywę Rady, by zmienić lokalizację biblioteki i udostępnić salę dla potrzeb kół Oddziału.

Poruszono też inne aktualne sprawy, m.in. możliwość korzystania z pomieszczeń siedziby Oddziału przez poszczególne koła, organizowanie tu spotkań i warsztatów. Jednym z pierwszych były warsztaty świątecznych dekoracji, które się odbyły 25 marca z inicjatywy członkini Rady Janiny Stupienko.

Przy okazji warto przypomnieć, że w siedzibie przy ul. Zawalnej 45 (Pylimo) we wtorki czynna jest biblioteka. Bogaty księgozbiór czeka na Czytelników.