Na tropach prowokacji (3)

Czytaj także:
Na tropach prowokacji (2)
Manipulacja, kłamstwo, obłuda
Gdyby Falkowski chciał wykonywać swoje obowiązki… 
Jeszcze raz nie tylko o Zułowie

W popularnej niegdyś piosence śpiewaliśmy jak to „za pieniądze ludzie podli”. Życie, niestety, wciąż na nowo to potwierdza. Po tym, jak grupka nadwiślańskich urzędników rozpętała na cały świat skandal wokół ZPL i rzekomych jego przestępstwach – z przywołaniem struktur praworządności i nawet agencji do ścigania terroryzmu – główni organizatorzy w rodzaju falkowscy-dzięciołowscy potrafili, niestety, znaleźć wspólników również nad Wilią. Nie mówimy tu o przedstawicielach społeczności litewskiej. Bo nie o nich tu mowa. Mówimy o „swoich”, którzy dotychczas należeli do najbliższych, doskonale orientujący się w sytuacji, wiedzący jak jest naprawdę. Ale pokusa wielka. Kiesa ze srebrnikami imponująca. Trzeba więc śpieszyć, szybciej zasłużyć na pańską łaskę, zdążyć się wysłużyć, żeby przy rozdziale tych srebrników nie być pominiętym…

Zaczęły się rodzić różne oświadczenia, apele, słowa potępienia. Jako żywe z praktyk sowieckich wybrane. Pisane często jakby jedną ręką, która czasami była wyraźnie „niedouczona” – popełniała błędy gramatyczne… Jak „w dobrych dawnych czasach” ruszył klasyczny proces upodlenia. Tak przez całe lato, nakręcana monetami katarynka wciąż na nowo powtarzała te same manipulacje, kłamstwa, siała obłudę. Za przykładem urzędników-organizatorów z Warszawy, również w Wilnie tu i ówdzie rozkwitła hipokryzja, cwaniactwo. Cóż, każdy zarabia po swojemu. Cel ostateczny tej „działalności” – przewrót w ZPL. Do tego potrzebni są ulegli ludzie w kierownictwie ZPL. A skoro tacy „swoi” są potrzebni, to muszą się znaleźć i kropka! Cena nie jest ważna. Jak nie jest dla nich ważna wola ludzi stanowiących Związek. Kto za to płaci też nie jest tajemnicą.

Dziś wielu ludzi się zastanawia: co to jest? Czyżby na tym ma polegać pomoc z Macierzy?! W głowie uczciwego, prostolinijnego człowieka wszystko to nie chce się pomieścić.

Tak naprawdę, szkoda jest ludzi zmanionych srebrnikami. Przecież wiadomo, judaszowe srebrniki jeszcze nikomu szczęścia nie przyniosły. I nigdy prawdzie nie służyły i służyć nie mogą. Bo w pieniądzach prawdy nie ma. I nigdy nie było.Więcej w nich zła, zdrady, ludzkiej krzywdy… które, pamiętajmy, wcześniej czy później powracają do ich sprawców niczym bumerang.

A przecież przez ponad 60 lat nie mieliśmy pojęcia o żadnych dotacjach, żadnym „wspieraniu polskości”, więc nie było podłoża do snucia intryg, dzielenia nas i ustawiania po kątach. Żyliśmy za żelazną kurtyną. Było trudno. Przeżyliśmy zesłania – Syberię i stepy Kazachstanu, i głód, i chłod, i harówę kołchozową. Nie wszyscy ocaleli na „nieludzkiej ziemi”. To prawda. A jednak wytrwaliśmy, pozostaliśmy Polakami, zachowaliśmy swoje wartości i swój honor, świadomość swej tożsamości i miłość do Ojczyzny, język i wiarę. Właśnie te wartości pomogły Polakom na Wileńszczyźnie przetrwać. Człowiek w ciągu dziesięcioleci nie wiedział o możliwości „pozyskania” jakichkolwiek pieniędzy, niech nawet z Macierzy i pozostawał Polakiem, ponosząc czasem za swą polskość poważne konsekwencje. Bolszewizm okazał się bezsilnym wobec polskiego ducha narodowego. „Choć umęczone ciało skona, sam duch zwycięży poświst kul” – pisał 24-letni komendant Związku Wolnych Polaków w Wilnie Jan Mackiewicz przed kaźnią. Tak też się stało. Przeżyliśmy!!! Zniewolenie wydawało się minęło…

Nastała wolność. Niech na razie tylko względna. Ale z mniejszych czy większych jej namiastek możemy korzystać. Ale nowe czasy niosą też nowe wyzwania i nowe zadania. Powstają też nowe zagrożenia i niebezpieczeńswa. Bo w głodzie i chłodzie polskość przetrwała, ale czy przetrwa w pogoni za chęcią uzyskania coraz większego dobrobytu i wygody, w warunkach przekupstwa i szerzącej się merkantylności?

Ileż to razy słyszeliśmy od przyjeżdżających na Wileńszczyznę rodaków z Macierzy, że prawdziwa polskość zachowała się tylko u nas, że jesteśmy wzorem, że od nas trzeba się uczyć polskości. I co z tego, skoro pomoc w pierwszej kolejności jest kierowana do firm prywatnych czy specjalnie zakładanych kanapowych organizacyjek, nazywających siebie liberalnymi czy coś w tym rodzaju, ale z założenia działających na rozbicie i poróżnienie zorganizowanej społeczności polskiej, w każdej chwili gotowych stanąć na drogę narodowej asymilacji. Prawda, jak dotychczas żadne pieniądze, starania, pieczołowicie opracowywane metodyki rozbicia i osłabienia nas, nie odnoszą skutku. Więc fundacja, zarządem której ostatnio kieruje niejaki Falkowski, już kolejny raz podejmuje bezwzględną próbę zniszczenia wielotysięcznej organizacji społecznej jaką jest ZPL.

Dlaczego tak jest? Temat głębszy, na pewno zasługuje na dokładniejsze opracowanie… W każdym bądź razie stoją za tym ludzie miałcy i niedalecy w rozumieniu polskiej racji stanu. Mało tego, czasami odnosi się wrażenie, że są całkiem pozbawieni uczciwości i sumienia, szczególnie jeżeli chodzi o ocenę nas i czasów, które minęły, a z których przecież wszyscy wyszliśmy. Ktoś kiedyś rzucił im „pomocną radę”: „Nazwijcie ich ruskimi szpiegami, agentami kremla, niech się tłumaczą”. I oni się tym starannie posługują… A przecież to nic nowego. Klasyczny neobolszewizm. Przerabialiśmy to kiedyś. Sztuczki te są znane, więc nikt raczej nie będzie tracił czasu, by się tłumaczyć. Zresztą, nie ma to sensu. Znalazło się też nowe określenie: Polacy na Litwie żyją resztkami tradycji sowieckich. Tu chciałoby się wręcz wykrzyczeć: przykład proszę, chociaż jeden. I dać odpowiedź: to pan krzewi u nas sowieckie tradycje, powielając oszczerstwa, szukając wrogów narodu, organizując akcje „potępienia”, upodlając ludzi.

Bez sensu są wszelkie dyskusje. Ludzie bolszewii zawsze mieli swą „jedynie słuszną rację”, zawsze podejmowali „jedynie słuszne decyzje”, wiecznie chodzili z cyniczną miną i praktycznie nigdy się nie uśmiechali. Wszystko się zgadza. Neobolszewicy mają tylko nieco inne wartości od swych poprzedników: pieniądz i jeszcze raz pieniądz, a za nim idzie przekupstwo. O niczym innym już mówić nie potrafią. I nas chcą ustawiać i dzielić według swoich wartości i przekonań. Najlepiej dla nich by było, gdybyśmy byli postsowieckim zakompleksionym biernym tłumem. No i tę polskość trzeba nam w miarę możliwości zohydzać, żebyśmy się jej wstydzili. A praca nie jest taka trudna: temu dam, temu dam, a na tym zaoszczędzę. Nadaremnie szukać jakichś kryteriów, według których pieniądze podatnika polskiego są dzielone, nadaremnie prosić o jakąś jawność tego rozdzielnictwa. Wszystko dzieje się w tajemnicy. No bo jak otwarcie będziesz finansował czyjąś działalność wywrotową. Ale mówić o pieniądzach potrafią długo i dużo. O pieniądzach i o budżecie, który to w ubiegłym roku był największy, a w tym roku jest rekordowy. Mówić z zarozumiałością i zadufaniem, jak o wartości największej, którą się posiadło, mówić przystało.

O innych uczestnikach korowodu wokół tych „wartości” w Wilnie i w Warszawie, jeszcze napiszemy. Ale główny prowadzący w tym „tańcu” dostarcza tyle materiału uzupełniającego, że dzisiaj jeszcze raz o nim w materiale znalezionym w internecie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.