Na marginesie dyskusji o podręcznikach dla polskich szkół

Przed tygodniem w DKP w Wilnie odbyła się dyskusja zainicjowana przez Polski Klub Dyskusyjny, której myśl przewodnia zawarta była w pytaniu „Czy polscy uczniowie na Litwie będą uczyli się z atrakcyjnych podręczników w języku polskim na miarę XXI wieku”.

Jako prelegenci wzięli w niej udział: prezes Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna” Józef Kwiatkowski, kierownik Centrum Języka Polskiego, Kultury i Dydaktyki na Litewskim Uniwersytecie Edukologicznym dr Henryka Sokołowska, przedstawicielka Centrum Rozwoju Edukacji Danuta Szejnicka oraz redaktorka w Wydawnictwach Uniwersytetu Warszawskiego (obecnie mieszkająca na Litwie) Kaja Kojder.

Powodem do zadania powyższego pytania posłużyły m.in. błędy językowe w podręcznikach dla szkół polskich wydawanych przez litewskie wydawnictwa na Litwie. Wychodzić powinniśmy z założenia, że błędów w podręcznikach być nie powinno, jest to oczywiste. Zresztą tak samo jak i to, że, niestety, się zdarzają. Winę za nie ponosi wydawca. Bo to jego obowiązkiem jest dać „produkt” odpowiedniej jakości.

O tym, że litewskie wydawnictwa po macoszemu traktują wydawanie podręczników tłumaczonych na język polski nietrudno się przekonać nie tylko na podstawie rażących błędów, ale też niezgrabnego stylu, nieodpowiedniego słownictwa. I trudno się temu dziwić, wiedząc, że rolę tłumacza, korektora, redaktora poręczają jednej (!) osobie – tłumaczowi. Który, na dodatek, ma bardzo mocno ograniczoną swobodę działania: np. wymaga się dosłownego tłumaczenia przysłów, wykorzystywania niezmienionych ilustracji, co często jest praktycznie niemożliwe i stwarza kuriozalne przypadki. Ponadto wydawnictwo (jako posiadacz praw autorskich litewskiego wydania) samo decyduje o wyborze autora tłumaczenia i żadna ekspercka komisja nie sprawdza, jak został przetłumaczony podręcznik i czy spełnia należycie swoją rolę.

Kto jest winien w zaistnieniu takiej sytuacji? Winnych brak. Z tej prostej przyczyny, że zaopatrzenie szkół mniejszości narodowych w podręczniki zostało puszczone na samopas. Już na początku lat 90. (jak zaznaczył w swym wystąpieniu Józef Kwiatkowski) władze oświatowe republiki postanowiły zrezygnować z wydawania tłumaczonych podręczników dla klas starszych, mając nadzieję w ten sposób wprowadzić do szkół polskich litewskie podręczniki. Jednak stanowcze protesty społeczności polskiej, których wyrazicielem była właśnie „Macierz Szkolna”, obstawanie przy tradycyjnym modelu szkoły polskiej na Litwie (z nauczaniem wszystkich przedmiotów w języku polskim i korzystania z podręczników w języku ojczystym) zmusiły decydentów do zmiany zdania, ale wcale nie zobligowały do praktycznej troski o to, by takie podręczniki zaistniały. Do przeznaczanej z tzw. koszyczka ucznia kwoty na podręczniki dodano wręcz symboliczny dodatek i to miało i ma wystarczyć nie tylko na tłumaczenia, ale też wydanie autorskich podręczników do nauki języka polskiego.

„Macierz Szkolna”, zauważmy – organizacja społeczna, postanowiła zwrócić się do polskich szkół i wytypować 10 podręczników do tłumaczenia (wydawnictwo nie bierze się do roboty jeżeli nie ma zapotrzebowania na 400-500 egzemplarzy). Po zebraniu informacji w ciągu 12 lat w ten sposób wydanych zostało 12 pozycji książkowych z 8 przedmiotów po 450 egzemplarzy.

Podkreślić należy, że „Macierz Szkolna” jest organizacją społeczną i zarówno prowadzone przez nią badania, jak i typowanie podręczników, a także np. zwracanie się do nauczycieli z prośbą o tłumaczenie czy też napisanie podręcznika jest „prywatną” prośbą i tak naprawdę ani szkoły, ani nauczycieli do niczego nie zobowiązuje. Wykonanie lub nie wykonanie zależy od dobrej woli drugiej strony.

Władze oświatowe Litwy całkowicie się odżegnały od troski o podręczniki dla szkół polskich, jak gdyby tylko czekając na okazję, by w razie niezaradzenia w sprawie rozwiązania problemu z podręcznikami w języku ojczystym, wprowadzić w języku litewskim.

Jak zauważono podczas dyskusji, w Polsce szkoły mniejszości narodowych (w tym, oczywiście, litewskie) mają zapewnione nieodpłatne podręczniki. Zaś w Republice Czeskiej nie tylko tworzeniem i tłumaczeniem podręczników, ale też sprawami programów nauczania, wydawania materiałów dydaktycznych, doskonaleniem kwalifikacji nauczycieli szkół mniejszości polskiej zajmuje się powołana do tego oddzielna instytucja (prowadzi też badania naukowe, monitoring), chociaż zarówno szkół polskich, jak i uczniów w nich jest tam znacznie mniej niż na Litwie.

Na Litwie nie mamy w Ministerstwie Oświaty i Nauki, nie mówiąc już o rejonowych jednostkach oświatowych, nie tylko działu, ale ani jednej osoby (!), która by miała w polu widzenia oświatę mniejszości narodowych i mogła być zarówno koordynatorem działań, jak też służyć informacją na temat stanu, kondycji i potrzeb oświaty w języku polskim na Litwie. O potrzebie jej powołania przedstawiciele społeczności polskiej mówią od lat. Niestety, bez skutku. Bo, zdaniem decydentów, jednakowo należycie dba się o wszystkie placówki oświatowe bez względu na to, w jakim języku jest prowadzone nauczanie. Jak to jest na praktyce, możemy się przekonać nie tylko na podstawie sytuacji z podręcznikami z poszczególnych przedmiotów, ale też tłumaczeniem zadań egzaminacyjnych, materiałów dostępnych w wydawnictwach internetowych oraz od lat nieodnawianymi podręcznikami zarówno dla klas początkowych, jak i starszych z języka polskiego.

O tym, jak rozwiązać ten problem, szczególnie jeżeli chodzi o starsze klasy, obecni na sali poloniści, jak i prelegenci byli raczej zgodni, że należałoby sprowadzać je z Polski. Prawda, nie jest to takie znów proste (pomijając trudności jakie mogą wyniknąć w Macierzy i kto ma za nie zapłacić), bo jak dotychczas Ministerstwo Oświaty i Nauki było zgodne co do tego, że podręczniki z zagranicy sprowadzane być mogą do nauki języka obcego. Wystąpienie do odpowiednich decydentów w tej sprawie byłoby więc najbliższym zadaniem. Kolejnym – dostosowanie podręczników z Macierzy do programów obowiązujących na Litwie, dopełnieniem o tzw. treści litewskie w postaci wydania suplementów. Wymagałoby to dość znaczącej pracy. Niestety, obecni poloniści raczej nie czuli się na siłach, by podjąć się pisania autorskich podręczników. Zresztą, słusznie zauważając, że wymaga to dziś pracy nie jednego autora, a całego zespołu. No i odpowiedniego finansowania, by wydać współczesny zarówno treściowo jak i wizualnie podręcznik należy wykupić prawa autorskie.

Jakby nie były trudne rozwiązania, już dziś należy do nich się przymierzać. A raczej trzeba było to zrobić już „wczoraj”. Pomimo płacenia podatków, które idą też na oświatę, społeczność polska na Litwie musi liczyć na własne, społeczne siły. Miejmy nadzieję, że duch pracy u podstaw jeszcze żyje, chociaż minął nam z górą jeden wiek.

Jedna odpowiedź do “Na marginesie dyskusji o podręcznikach dla polskich szkół”

  1. ważna sprawa ; należy pomyśleć o akcji równoległej tj. o stałym cyklu nieobligatoryjnym, wykładów dla młodzieży prowadzonych przez wykładowców z Polski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.