…bo bajka dotyczy każdego

– właśnie tak o znaczeniu wydanej książki pt. „Podwileńskie bajanie. Legendy, podania, bajki z okolic Wilna” powiedziała podczas jej prezentacji w „Kawiarence Literackiej” w Muzeum Władysława Syrokomli w Borejkowszczyźnie, dyrektor placówki Helena Bakuło.

14 stycznia w tym urokliwym miejscu odbyła się prezentacja książki, na którą się złożyły legendy, podania, bajki z okolic Wilna. Zebrał je, zanotował, opracował literacko literaturoznawca, poeta i autor książek dr Józef Szostakowski.

O tym, że bajka dotyczy każdego, a Józef Szostakowski ma wielu przyjaciół, świadczyła dosłownie pękająca w szwach jedna z izb muzeum. Serdeczna atmosfera, ciepło idące nie tylko od nagrzanych kaloryferów, ale też przybyłych na spotkanie ludzi sprawiły, że prezentacja wypadła bardzo sympatycznie.

Jak zaznaczyła Helena Bakuło, mówiąc o autorze i jego ostatniej pracy, jest ona wyrazem miłości Józefa Szostakowskiego do historii, języka, pamięci.

Sam autor, po przywitaniu zebranych i szczególnym ukłonie w stronę zaszczytnych gości – wicedyrektora Instytutu Polskiego w Wilnie Pawła Krupki oraz radnego samorządu rejonu wileńskiego Michała Treszczyńskiego, dziękował kolegom z muzeum, znajomym, którzy przypomnieli sobie stare legendy, bajki i podania usłyszane od krewnych i znajomych oraz Ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Wilnie, która sfinansowała usługi poligraficzne wydania, które zrealizować podjęło się Muzeum Władysława Syrokomli (przypomnieć warto, że jest to już kolejna pozycja wydawana przez tę placówkę). Autor dziękował też redaktorowi wydania Henrykowi Mażulowi, korektor Krystynie Ruczyńskiej oraz doskonale już znanemu z udanych wydań Sławomirowi Subotowiczowi, który zaprojektował okładkę i dokonał opracowania graficznego.

Książka, która liczy 96 stron, składa się z czterech rozdziałów: „Podania z okolic Wilna”, „Nowe podania”, „O nowych dzielnicach miasta” i „Legendy literackie”.

Zgodnie z tradycjami „kawiarenki”, głos mieli jej bywalcy. Kilka osób przeczytało zebranym właśnie te podania, które w jakiś sposób poruszyły ich serce, przyciągnęły uwagę. M.in. Michał Treszczyński wybrał do prezentacji podanie „Krzyż w Mazuryszkach”. Czytanie uzupełnił bardzo sympatycznym gestem – wręczył autorowi zdjęcie zrobione przy krzyżu, którego autor odwiedzał te miejscowości przed kilkudziesięcioma laty i przysłał je z Południowej Afryki. (M.in. Michał Treszczyński zauważył, że krzyż, który był odnawiany przed paroma dziesiątkami lat, znów potrzebuje troskliwych rąk).

Miłym akcentem spotkania był występ zespołu „Echo”, który działa przy Domu Wspólnoty w Rukojniach. Wszystkich zauroczyła piosenka do słów patrona muzeum „Matysek”, na którego, jak wiemy, przyszła kryska… Zostały też wykonane dwie ludowe piosenki: „Jest drożyna” oraz „Na ganku stała Mania”.

Tradycyjnie też obecni dzielili się ciekawostkami, posiadaną informacją o ludziach i wydarzeniach pośrednio związanych z tematem spotkania. Poeta, pisarz, przewodnik Wojciech Piotrowicz przybliżył obecnym postać Antoniego Józefa Glińskiego – autora „Bajarza polskiego”– 4-tomowego zbioru bajek, baśni, podań, którego recenzentem był Wł. Syrokomla. To z „Bajarza” po Powstaniu Styczniowym dzieci polskie uczyły się czytać w języku ojczystym.

A. J. Gliński mieszkał przez pewien okres czasu w Wilnie, tu też został pochowany na Rossie.

Z kolei Alicja Dzisiewicz, pracownik Muzeum Adama Mickiewicza w Wilnie, przypomniała o niejakim zbóju Piekarskim, który grasował w Wilnie i okolicach (m.in. na Ponarskich Wzgórzach) oraz zasłynął ze swej zuchwałości, no i podobno posłużył Wieszczowi do napisania doskonale znanego, wzruszającego utworu „Powrót taty”.

O wydaniu i koledze Józefie Szostakowskim mówili: poeta, redaktor „Magazynu Wileńskiego” Henryk Mażul, który życzył, by „ci, co przyjdą po nas zechcieli zaglądnąć do tej książki i pamiętać, bo pamięć ocala” oraz dr Halina Turkiewicz, wykładowczyni polonistyki na Litewskim Uniwersytecie Edukologicznym, odnotowując, że „źródłem literatury jest folklor, bajania, podania”. Pani Turkiewicz przypomniała też, jak kolega Szostakowski podczas wyjazdów studentów i wykładowców na tereny podwileńskie starał się w kontaktach z miejscowymi mieszkańcami zebrać jak najwięcej informacji, ciekawostek, wspomnień.

Radny samorządu Michał Treszczyński, składając na ręce dyrektor muzeum Heleny Bakuło niecodzienny prezent – próbki tkackie pochodzące sprzed 50 lat, wykonane przez przedstawicielki rodziny Statinów – zasugerował, że kolejne wydanie mogłoby dotyczyć właśnie tradycji tkackich na Wileńszczyźnie.

Z kolei pani dyrektor zdradziła tajemnicę, że na piętrze powstaje muzeum etnograficzne, które już wkrótce ma być udostępnione dla zwiedzających.

Serdecznie obcując, oddając się snuciu planów i wspomnieniom, goście kawiarenki żegnali progi muzeum, mając zapewnienie gospodarzy, że czekają na nich kolejne spotkania.

Polecamy uwadze czytelników kilka podań i informujemy, że „Podwileńskie bajanie” można nabyć w Muzeum Władysława Syrokomli w Borejkowszczyźnie, przy okazji zwiedzając ten treściwy i bardzo sympatyczny obiekt.

Obraz w Szyłanach
Wieś Szyłany (Šilėnai) słynie ze starego budownictwa drewnianego. Jej mieszkańcy niegdyś chodzili do kościoła w Suderwie, bo w Szyłanach nie było świątyni. Teraz jest tu kościół pw. Najświętszej Maryi Panny.
Historia zbudowania świątyni jest taka. Pewnego ranka w Szyłanach, gdzie dotąd nie było domu Bożego, ludzie ujrzeli na wierzbie obraz Świętej Trójcy. Cała wieś zbiegła się, aby oglądać niezwykły widok, a wiadomo było, że obraz nocą przypłynął tu Wilią. Dano znać księdzu w Suderwie. Kapłan powiedział:
– Przywieźcie obraz do naszego kościoła.
Niebawem z Suderwy do Szyłan przyszła procesja z księdzem. Obraz zdjęto z drzewa, ustawiono na furmance, wymoszczonej sianem oraz odświętnie przykrytej kapą, i ruszono do Suderwy. Tam wizerunek uroczyście wniesiono do kościoła, modlono się, duszpasterz poświęcił go. Ale jakież było zdumienie mieszkańców Szyłan, kiedy nazajutrz, po nocy, znów zobaczyli obraz na tej samej wierzbie. Trzy razy zdejmowano go i odwożono do Suderwy, trzy razy obraz w cudowny sposób powracał na wierzbę do Szyłan. Aż przyśnił się mieszkańcom tej wsi sen, że wizerunek Świętej Trójcy do nich tak przemówił:
– Nie męczcie mnie. Nie wieźcie do Suderwy, pozostawcie tutaj. Zbudujcie na tym miejscu kapliczkę, gdzie zamieszkam.
Ludzie znów udali się do księdza w Suderwie i opowiedzieli mu o tym, co się przyśniło. Potem zbudowali w Szyłanach małą kapliczkę i umieścili w niej obraz. Po wielu latach, kiedy na miejscu kapliczki zbudowano kościół, w ołtarzu znaleziono już spróchniały pień wierzby, na której niegdyś, przed wiekami, znaleziono obraz.

Opowieść starego dębu
Wiele widział, wiele mógłby opowiedzieć sędziwy dąb, rosnący obok pałacu w Glinciszkach (Glitiškės). Król okolicznych lasów był słynny od wieków z tego, że każdego roku gnieździły się na nim bociany. W letnie wieczory pod dębem zbierała się młodzież. Chłopcy z dziewczętami spacerowali parami brzegiem jeziora Szyrwis (Širvys), planowano wesela. Aż jednego razu – a było to wiosną 1831 roku – para bocianów tu nie powróciła, puste gniazdo zaczęło natomiast straszyć martwotą.
– Oj, przyjdzie jakaś bieda, na wojnę to wróży…. – mawiali starzy ludzie.
I rzeczywiście, jesienią tegoż roku, w listopadzie, wybuchło powstanie przeciwko caratowi. Okoliczni mieszkańcy zaciągnęli się do partyzantki leśnej. Wielu z nich złożyło głowy na polu walki, a że siły były nierówne, powstańcy zostali pokonani. Osamotniały Glinciszki, wielu mężczyzn i chłopców nie wróciło do swych domów. Bociany również nigdy więcej nie wróciły do gniazda na dębie.

O Dobrej Radzie (2)
Podwileńskie Ponary przed wiekami wywoływały u podróżnych „gęsią skórkę”. Strach było tędy przejeżdżać, bo lasy roiły się od zbójców. Najsłynniejsze były bandy Iwana Michajłowa i Dionizego Piekarskiego. Należeli do nich różni rzezimieszkowie, osoby, które ukrywały się od kary za przestępstwa albo zdezerterowały z carskiej armii.
Z Ponarami graniczyła miejscowość o swojskiej nazwie: Dobra Rada (Gerosios Vilties). Niegdyś przebiegała tędy trzecia granica bezpieczeństwa przed okrutnymi rabusiami. Pierwsza szła tedy, kędy przebiegał mur obronny dokoła miasta i gdzie wstępu do miasta broniła Brama Trocka. Druga granica była tam, gdzie rogatki miasta i gdzie białe słupy, czyli budynek celni, a błogosławiła wyjeżdżających figura św. Jacka. Trzecia granica natomiast, najbardziej wysunięta w kierunku zachodnim, graniczyła z Wilczą Łapą i Ponarami. Właśnie tutaj, na granicy trzeciej strefy został zbudowany kościół. Teraz opatrzony jest on wezwaniem Opatrzności Bożej i Serca Jezusowego, bo najlepszą radą było pomodlić się tu przed opuszczeniem miasta w intencji szczęśliwej i bezpiecznej podróży.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.