Dzień żałoby i – jednak – nadziei

Zesłania, Sybir – były udziałem Polaków wtedy, kiedy stawali do walki o wolność – na bezkresne połacie za Uralem jechały kibitki, ciągnęły zestawy bydlęcych wagonów…
Tak było w wieku XIX oraz w latach 40. i 50. ubiegłego stulecia. Na Litwie dniem upamiętniającym wywózki jest 14 czerwca, kiedy to władza sowiecka od roku rządząca na Litwie, postanowiła pozbyć się tzw. wrogiego elementu. W ciągu czterech dni – od 14 do 18 czerwca – wywieziono około 18 tysięcy osób. Dzień ten został nazwany Dniem Żałoby i Nadziei, która to nazwa bardzo trafnie określa tamten okres: w najbardziej rozpaczliwych chwilach w kopalniach, tajdze, na bezkresnych stepach nie sposób byłoby wytrzymać, gdyby ludzie stracili nadzieję – na powrót, prawo do godności ludzkiej, do życia…

Mówiąc o represjach na Litwie, nie możemy zapominać o tym, że to obywatele Polski, którzy w wyniku paktu Ribbentrop – Mołotow znaleźli się pod okupacją sowiecką, jako pierwsi ich doświadczyli, jeszcze na początku 1940 roku. Do sławetnego dnia 14 czerwca 1941 roku ponad sto tysięcy obywateli Polski – różnych narodowości – na skutek kilku fal represji znalazło się na zesłaniu, w więzieniach i łagrach. Potem była okupacja niemiecka, a kiedy już przyszło wyzwolenie, takowym było nie dla wszystkich. Nastał kolejny okres terroru, na mapie rozległych przestworzy ZSRR znalazły się kolejne miejsca zsyłek i łagrów dla ponad stu tysięcy mieszkańców Litwy. I znów byli wśród nich Polacy.

Polacy byli jako pierwsi
Bezkres Syberii pochłaniał żołnierzy AK, gospodarzy, którzy nie chcieli wstępować do kołchozów i tych, kto miał nieostrożność jedynie słowem zwątpić w doskonałość nowej władzy lub padł ofiarą donosu. Najczęściej, nawet jeśli przeżyli, już nie wracali do swoich kresowych niegdyś ojczyzn, udawali się do nowej Polski. A ci, co jednak bez ojcowizny żyć nie mogli, w ciągu dziesięcioleci musieli żyć z piętnem byłego wroga ludu.

Dopiero tzw. przebudowa, odrodzenie dały im szansę na – jakże cynicznie to brzmi – rehabilitację i prawo do mówienia o swoich losach. Niestety, bardzo późno nastał ten czas… Złączeni wspólną niedolą utworzyli swoją organizację. Polacy – byli więźniowie polityczni i zesłańcy zjednoczyli się w Polskiej Sekcji Wileńskiej Wspólnoty Więźniów Politycznych i Zesłańców. Jej prezesem został więzień polityczny, łagiernik Romuald Gieczewski. Był pełen determinacji, by towarzyszom niedoli pomóc – przynajmniej u schyłku życia – osiągnąć sprawiedliwość. Pełnił swoją misję w ciągu 14 lat.

Niestety, w 2003 roku odszedł… Jego pracę przejęła w swe ręce Janina Gieczewska – żona, która bardzo skrupulatnie pomagała mu w roli sekretarza Polskiej Sekcji. Pani Janina jest już prezesem od 10 lat. O tym, jak dziś wygląda życie organizacji, rozmawiamy po kolejnych obchodach Dnia Żałoby i Nadziei.

Zachować pamięć
Pani Janino, przypomnijmy, kiedy powstała Polska Sekcja i kogo jednoczy.

Polska Sekcja Wileńskiej Wspólnoty Więźniów Politycznych i Zesłańców była założona w 1989 roku, dokładnie – 6 października. W 2014 roku będziemy obchodzili jubileusz 25-lecia. Planujemy uczcić tę datę z wielu względów. Niezwykła organizacja, niezwykli ludzie…

Wiele było wydarzeń w ciągu tego ćwierćwiecza. Należy podsumować wyniki pracy i przekazać archiwum, bo to część naszej historii. Czas mija i nigdy nie wraca. Wszystkie dokonania i praca Polskiej Sekcji w ciągu tego okresu są częścią wspólnych burzliwych dziejów Polaków na Wileńszczyźnie.

W jakiej kondycji dziś jest Sekcja, jak sobie radzicie?

Jeżeli chodzi o dzień dzisiejszy, to najsmutniejszym faktem jest kurczenie się liczebności członków. Co roku odchodzi na zawsze po kilka osób. Upamiętniamy ich poprzez nekrologi w polskiej prasie, tak oddając im hołd i wyrażając współczucie rodzinom.

W celu kontynuacji pracy i gwarancji istnienia organizacji, przed paru laty zostało założone koło pod nazwą „Rodzina Sybiracka”, zrzeszające dzieci zesłańców i łagierników. Biorą oni udział we wszystkich spotkaniach i są równoprawnymi członkami Polskiej Sekcji WWWPZ.

Jedną z form działalności Polskiej Sekcji jest upamiętnianie losów zesłańców. Niestety, ale musimy chyba przyznać, że organizacje ogólnolitewskie czasami „zapominają” o tym, że zesłania dotyczyły nie tylko Litwinów, ale też osoby innych narodowości.

Dzięki naszym staraniom powstał krzyż-pomnik polskim zesłańcom w Kalwarii Wileńskiej. Tablice upamiętniające ofiary sowieckich represji, Sybiraków zostały wmurowane w ścianie prawej nawy wileńskiego kościoła pw. Ducha Świętego. Na jednej z nich napis głosi: „Pamięci ofiar represji sowieckich na Wileńszczyźnie w latach 1939-1956”. Bo trzeba pamiętać, że Polacy jako pierwsi na tych terenach w czasie II wojny światowej padli ofiarami sowieckiej przemocy.

Polskie akcenty są też, nazwijmy to, na ogólnonarodowych miejscach pamięci. Prawda, z żalem należy stwierdzić, że na gmachu byłego budynku siedziby KGB, w którego piwnicach byli więzieni, katowani i zabijani patrioci zarówno polscy jak i litewscy oraz innych narodowości, nie ma polskich nazwisk.

Tak, niestety, nie ma. Ale na znajdującym się nieopodal kopcu-piramidzie przy ul. Ofiarnej jest wmurowany kamień – brukowiec z wileńskiej ulicy. W 1945 roku po takim bruku pędzono Polaków z więzienia na Łukiszkach do wagonów na stacji towarowej i wywożono w głąb Rosji. Na tym brukowcu wyrzeźbiona przez śp. Romualda Gieczewskiego litera „P” – oznacza „Polacy”.

Smutne to, ale prawdziwe, że niektóre ślady polskie (i nie tylko) znikają z wileńskich miejsc pamięci.

Miejscem spotkań zesłańców, uroczystości jest pomnik przy stacji w Nowej Wilejce, skąd odchodziły wszystkie eszelony zesłańców. Bydlęcy wagon i figura trzymająca na ramieniu krzyż z szyn kolejowych, a druga leżąca – to symbol długiej drogi i śmierci. Przy nim były umocowane 4 tablice informujące o tragicznych wydarzeniach. Jedna z nich – w języku polskim. Po rekonstrukcji pomnika tego roku tablice zlikwidowano. Umieszczona nowa jest tylko w języku litewskim. Jest to przykre, bo jak opowiadają ludzie, którzy wrócili z nieludzkiej ziemi, narodowość nie miała tam znaczenia. Byli towarzysze niedoli, ludzie dobrzy, szlachetni, albo podli i źli.

Najświeższym miejscem upamiętnienia okrutnych losów wileńskich Polaków jest Zułów.

W 2012 roku w Zułowie, Sybiracy wileńscy w Alei Pamięci Narodowej posadzili dąb i ustawili stelę poświęconą pamięci synów Ziemi Wileńskiej, którzy do Ojczyzny nie wrócili. Ufundowaliśmy je z własnych składek, a za pomoc w urzeczywistnieniu tego projektu dzięki składamy Związkowi Polaków na Litwie.

Właśnie w dniu 14 czerwca br. przedstawiciele Związku na czele z prezesem Michałem Mackiewiczem oddali hołd pamięci rodakom, którzy zostali w nieludzkiej ziemi, składając kwiaty i zapalając znicze przy steli w Alei Pamięci Narodowej w Zułowie.

Wokół czego ogniskuje i jak się toczy działalność Polskiej Sekcji?

Staramy się zadbać o to, by ludzie mieli okazje do spotkań. Tradycją się stały Bożonarodzeniowe i Wielkanocne spotkania. Nie zapominamy wziąć udziału i złożyć kwiaty w dniu 14 czerwca zarówno przy pomniku w Nowej Wilejce, jak i innych miejscach pamięci. Wielkim wydarzeniem jest coroczny udział przedstawicieli naszej Polskiej Sekcji w Białymstoku, w Marszu Żywej Pamięci Polskiego Sybiru. Zapraszamy na ten wyjazd też młodzież z wileńskich szkół – jest to dla niej taka żywa lekcja historii.

W Białymstoku, na Ścianie Pamięci, są umieszczone tablice poświęcone zmarłym Sybirakom pochodzącym z Wilna i Wileńszczyzny, ufundowane przez rodziny. Co roku odwiedzamy to miejsce przy Grobie Nieznanego Sybiraka. Przy kościele pw. Świętego Ducha w Białymstoku znajduje się Muzeum Sybiraków, w którym jest bardzo wiele autentycznych eksponatów przekazanych przez zesłańców. W Wilnie jest też podobne muzeum przy ul. Ofiarnej.

Dbamy też o to, by członkowie naszej sekcji mogli podreperować swoje zdrowie. Dzięki przyjaciołom w Macierzy, mogą oni skorzystać z dwutygodniowergo kursu pobytu w sanatorium w Konstancinie. Polska nas wspiera i za to jesteśmy Rzeczypospolitej i jej władzom oraz organizacjom wdzięczni.

Dzięki wpłacaniu składek członkowskich mamy swój fundusz. Niestety, wiek i stan zdrowia ogranicza naszą aktywność, ale dzięki udziałowi członków rodzin, młodszego pokolenia, sztafeta pamięci trwa.

Życzę powodzenia w działalności Polskiej Sekcji Wileńskiej Wspólnoty Więźniów Politycznych i Zesłańców oraz dużo, dużo zdrowia jej członkom.

2 odpowiedzi do “Dzień żałoby i – jednak – nadziei”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.