Karnawał się rozpoczął…

Wileński Oddział Miejski rozpoczął okres karnawałowy od zorganizowania zabawy na Trzech Króli – balu maskowego, by wesoło, kolorowo, nastrojowo dać start karnawałowym szaleństwom… Tego roku mamy dość długi karnawał, więc i okazji do zabawy z pewnością nikomu nie zabraknie. Już po raz drugi organizowany bal przebierańców potrafił udowodnić, że do zabawy potrzebne są wesoły nastrój, odpowiednie towarzystwo i dobra muzyka. Tego roku półtorej setki członków Oddziału bawiło się na sali Domu Kultury Polskiej w Wilnie wraz z duetem muzyków z zespołu „Relaks”. No i jak nazwa zespołu głosi – relaks był zapewniony. Ale relaks nie taki, co to mamy na kanapie przy telewizorze, ale w ruchu i tańcu, śpiewając doskonale znane przeboje rodzimych gwiazd – te sprzed kilkudziesięciu lat i całkiem nowe, ale tak samo lubiane i znane. Walczyk romantyczny, nastrojowe tango, czy dobry, stary, ale jakże „nakręcający” rock and roll dawał możność zaszaleć na parkiecie kilku pokoleniom i zademonstrować prawdziwą pasję tańczenia. Ponadto na zebranych czekał smakowity poczęstunek i wesołe gry z fajnymi nagrodami. Za wsparcie imprezy Oddział Miejski jest wdzięczny kierownikowi wydziału konsularnego Ambasady RP w Wilnie Stanisławowi Kargulowi.

Prowadzący wieczór Paweł i Renata musieli być bystrzy i bardzo obiektywni, by wśród wybujałej aktywności obecnych na sali wyłowić prawidłowe odpowiedzi i odpowiednio ocenić popisy. Mocnych strun głosowych (by przekrzyczeć konkurentów), no i wiedzy wymagała zgadywanka, polegająca na dokończeniu popularnych i mniej znanych przysłów. W bardzo emocjonalnej rywalizacji zwyciężyło koło „Nostalgia”, w którym nieokiełznaną aktywnością wykazał się Rafał Urbanowicz. Zresztą, jak się okazało, żywotność i chęć oraz umiejętność zabawiania się w towarzystwie wykazywał w ciągu całego wieczoru. Wraz z koleżanką Olą przyjechali z Wysp Brytyjskich, dokąd go los zarzucił z Wileńszczyzny, zaś Olę – z Polski. Zresztą Rafał przeszedł, rzec można, taką modelową drogę Polaka z Wileńszczyzny. Po skończeniu Wileńskiej Szkoły Średniej nr 19 (dziś Syrokomlówka) podjął studia na ówcześnie powstającym Polskim Uniwersytecie w Wilnie, by po paru latach kontynuować studia na uczelni w Toruniu. Niestety, kryzysowa rzeczywistość zmusiła dyplomowanego specjalistę od zasobów ludzkich udać się na Wyspy Brytyjskie, by tam… prowadzić firmy budowlane. Cóż, każdy człowiek szuka swego miejsca na ziemi… Ale, że w Wilnie jest najlepiej, to wyraźnie widać było z jego zachowania, a i z tego, że koleżankę zechciał przywieźć na karnawał właśnie do Wilna.

Rok królika, które to zwierzę w przeciwieństwie do bohaterów z bajek nie ma przydomka „szaraczek” czy „tchórzliwy”, a tylko „metalowy” zrodził pomysł jeszcze jednej fajnej konkurencji: najważniejsze w niej polegało na tym, by mieć na sobie jak najwięcej ozdób z metalu: szlachetnego czy też nie, nie było tu istotne, liczyła się solidna waga przedmiotu. Zwyciężyła bardzo sympatyczna młoda marynarz: to jej ozdoba – srebrna kotwica – okazała się być najcięższą z ozdób pań i panów na sali.

O tym, że współczesna młodzież jest na bakier z liczeniem w pamięci, a bardziej ufa komputerom i kalkulatorom mogliśmy się przekonać w takiej „cyfrowej” układance z żywych osób. Otóż dwie drużyny dysponowały cyframi od 0 do 10 i musiały jak najszybciej się uszeregować, by „na żywo” przedstawić napisaną na planszy liczbę. Zmagania kół „Studium” i „Grzegorzewo” wypadły na korzyść tego ostatniego. Było przy tym wiele przepychanek, „gubienia” się w liczeniu, no i fajnej zabawy dla widzów. Należy przyznać, że młodzież z nadwyżką zrewanżowała się i wykazała prawdziwymi zdolnościami aktorskimi w czasie wystawiania przez prowadzących modernistycznej wersji doskonale znanej bajki o Czerwonym Kapturku. Drzewa, gajowy, babcia, Czerwony Kapturek, no i, oczywiście, wspaniały wilk ukazały nam całą grozę i okrucieństwo tej – zdawałoby się – niewinnej bajeczki. Ale najważniejsze, że dobro, choć i „zmodernizowane”, jednak zwyciężyło.

Czasami się wydaje, że znamy się na wielu rzeczach i potrafimy odpowiedzieć na tak proste pytania. Ale, jak się okazało podczas naszej zabawy, tylko nam się tak wydaje. Otóż w sztafecie wiedzy o symbolu roku – króliczku – dalece nie każdemu udało się bezbłędnie odpowiedzieć, ile taki „standardowy” króliczek może ważyć, jaka jest jego długość od uszu po wyciągnięte skoki itp. Więc króliczek niejednego wywiódł w pole.

Oczywiście, że punktem kulminacyjnym wieczoru była ocena przebierańców. Pierwsze miejsce zdobyła para „siostra zakonna i diabeł”. Nie tylko szałowo wyglądali, ale też bawili się wyśmienicie na parkiecie. Nie mniej czarującym „hiszpanom”: uroczej Karmen i jej kawalerowi przypadło II miejsce, zaś trzecie zdobył taki niewyraźny typ w więziennym ubraniu, bardzo wymownie ucharakteryzowany. Zostali wyróżnieni też diabeł, piękna młodzież w żołnierskich strojach, motylek itp. Prezes Oddziału Alicja Pietrowicz w roli tajemniczej wróżki starała się, by każdy na sali był zauważony, uhonorowany i po prostu dobrze się czuł i bawił. No i najwytrwalsi szaleli do północy. Karnawał w Wilnie wystartował, bawmy się dobrze, nie zapominając jednak, że zajączek: puszyste, miłe zwierzątko, dużo musi się nabiegać, by przed myśliwymi i wrogami umykać, a i pożywienie znaleźć. Więc po hucznej zabawie bierzmy się do pracy… aż do kolejnej okazji fajnej zabawy.

Janina Lisiewicz

Na zdjęciach: chwile szałowej zabawy.

Fot. autorka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.