Minął rok – żegnamy go

Hojnego, zdrowego, szczęśliwego, który każdemu z nas przyniesie spełnienie marzeń, realizację planów oraz osiągnięcie celów. A w naszych rodzinach, domach niech nie zabraknie ciepła i miłości, zrozumienia i współczucia, dobrych słów i miłych gestów. Pamiętajmy o bliskich, tych, co są obok nas. Postarajmy się być hojni i dobrzy, troskliwi i czuli. Niech każdy dzień niesie nam satysfakcję z treściwie przeżytych chwil. Starajmy się też jako społeczność zachować solidarność. Miniony rok nauczył nas, że kiedy jesteśmy razem potrafimy zwyciężać. Niech ten – Nowy – 2013 Rok – przyniesie nam nowe sukcesy i powody do dumy z naszych poczynań, dokonań, większych i mniejszych zwycięstw. Zostawmy za progiem, w starym roku, wszystkie żale, niepowodzenia, zazdrość. Wkraczajmy w Nowy Rok pełni optymizmu, nadziei i wiary, bo bez nich niemożliwe jest podejmowanie nowych wyzwań, które życiu nadają sens. Zarząd Główny Związku Polaków na Litwie (fot. Janina Lisiewicz)
Za kilka dni dwanaście uderzeń zegara obwieści nam, że minął kolejny rok i w panowanie wejdzie Nowy – 2013. Witając Nowy Rok stoimy w obliczu wielkiej niewiadomej: nowych wyzwań, osiągnięć i prób.
W ostatnich dniach i godzinach odchodzącego, starego roku, czynimy swoiste podsumowanie: jakim był? Oczywiście, dla każdego z nas przyniósł swoje radości i smutki, zwycięstwa i porażki. Czym znamienny był dla Litwy i dla nas – społeczności polskiej tu zamieszkałej? Przyjrzyjmy się wspólnie – tak wybiórczo – co nam dał.

Zwycięstwo, które rodzi normalność
Bez wątpienia rok 2012 wejdzie do historii zarówno Litwy, jak i społeczności polskiej jako ten, w którym podczas wyborów do Sejmu, Akcji Wyborczej Polaków na Litwie udało się – dzięki solidarności i jedności obywateli oraz organizacji takich jak Związek Polaków na Litwie, Stowarzyszenie Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna” i in. – odnieść historyczne zwycięstwo – przekroczyć sławetny próg wyborczy. I nie ma w tych słowach zbytniego patosu, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że zwycięstwo to kosztowało prawie dwadzieścia lat pracy setek osób. By rodak z Wilna, spod Trok, Solecznik, Turmont, Podbrodzia czy Wisagini i Kowna zrozumiał, że tylko wtedy mamy szansę na godne życie i usłyszenie nas przez „większość”, jeżeli będziemy solidarni i utworzymy siłę, która się będzie liczyła na rynku politycznym.

Już nieraz, w tworzonych wciąż od nowa scenariuszach, mogliśmy się przekonać, że nikt nam żadnych praw, ani tym bardziej przywilejów nie da z własnej i nieprzymuszonej woli. O ile podczas tej kampanii wyborczej w zapisach programów poszczególnych partii zjawiły się tzw. propolskie akcenty, to, możemy być pewni, tylko dlatego, że – po pierwsze – dojrzałym politykom nie sposób było nie dostrzec, iż Polacy na Litwie postanowili zmienić nieco taktykę i z partii stricte polskiej, regionalnej przekształcać się próbują w ogólnokrajową, jednocząc niektóre środowiska rosyjskie, białoruskie i litewskie. Po drugie – wreszcie wyraźnie dało się zauważyć, że Polska przestaje być głucha i ślepa na nieprzestrzeganie umów i niedotrzymywanie zobowiązań. Trzeci punkt też moglibyśmy sobie zaliczyć, o nim zresztą mówił lider partii Waldemar Tomaszewski: standardy europejskie prędzej czy później muszą i na Litwie zadziałać.

Woleliśmy, żeby było to „prędzej” niż „później, no i poszliśmy gremialnie do urn. W ten sposób daliśmy też poparcie dla nowej wizji tworzonej przez AWPL i wielki mandat zaufania.

Po dość dramatycznych powyborczych i koalicyjnych ustaleniach, AWPL stała się pożądanym partnerem. Nie łudźmy się, nie z wielkiej chęci dzielenia się władzą, ale załatwienia interesów zarówno wewnątrz kraju, jak i na zewnątrz. Osiem posłów z ramienia AWPL – to większa gwarancja zdobycia większości w Sejmie, praktycznie absolutnej. AWPL w koalicji – to też atut wobec Polski, że pierwszy krok został zrobiony i czas na reaktywowanie stosunków, które pozwolą wyjść z tej patowej sytuacji, jaka zaistniała w ostatnich latach, kiedy prezydent postanowiła nie szukać dróg rozwiązywania spornych kwestii, ale przeczekania „złej passy”.

Rozumiejąc praktycyzm podjętych przez koalicjantów decyzji, nie możemy jednak nie być dumni i nie cieszyć się z tego, że w Sejmie Litwy mamy polską frakcję. Że po raz pierwszy w historii (nie tylko niepodległej Litwy, ale i tej sowieckiej), mamy wiceprzewodniczącego Sejmu – Polaka, tak samo przewodniczącego komisji sejmowej (Praw Człowieka). Mamy też ministra – młodego człowieka, który praktycznie rósł i kształtował się w niepodległej już Litwie: jako harcerz, uczeń polskiej szkoły. Kształcił się w Polsce i pracował w dyplomacji litewskiej. Jest to wspaniały przykład, że Polak na Litwie może i ma prawo współrządzić tym krajem i potrafi. Mamy kilkoro wiceministrów, sporo urzędników w samorządach, m. in. wicemera Wilna, kierowników departamentów. I to jest nie tylko największe osiągnięcie tego roku, ale naszej powojennej historii.

Po tzw. repatriacjach, wypłukiwaniu warstw inteligencji, społeczność polska na Wileńszczyźnie potrafiła jednak osiągnąć odpowiedni status. Oczywiście, sceptycy, a i realiści, mogą mówić, że jeszcze nie wiadomo co z tego naszego „partnerstwa” i rządzenia wyniknie. Owszem, nie wiadomo. Jednak możemy mieć nadzieję, że nasi ludzie będą pracowali nie gorzej od litewskich kolegów. A śmiem znów być optymistką i twierdzić, że będą lepiej pracowali, bo są ambitni, jest to dla nich wielkie wyzwanie. Jednak najważniejsze jest to, że dziś każdy uczeń w polskiej szkole będzie wiedział, że tu, w swoim kraju, ma szanse awansować, współrządzić, posługiwać się swoim językiem i to wszystko jest no rmalne.

Jubileusze
Miniony rok obfitował w znaczące jubileusze. Przed 20 laty – w 1992 roku na Litwie zaszło wiele zmian, przyjęto wiele fundamentalnych decyzji, dokonano decydujących wyborów.

Warto przypomnieć, że to przed 20 laty – 25 października odbyły się pierwsze wybory do Sejmu Litwy. Zwycięstwo w nich odniosła partia, która powstała w drodze transformacji byłej Litewskiej Partii Komunistycznej w Litewską Demokratyczną Partię Pracy na czele z dziś już nieżyjącym, charyzmatycznym liderem Algirdasem Brazauskasem. Stało się to możliwe w niepodległym kraju, który tylko parę lat zdołał się nasycić władzą bez komunistów z powodu tego, że rządzący z szeregów „Sajudisu” i prawicy doprowadzili do upadku gospodarki i ruiny rolnictwa. Ludzie nie chcieli rozważać, czy przyczyny tego stanu rzeczy były obiektywne (konieczność modernizacji), czy też subiektywne (nieumiejętność rządzenia), chcieli po prostu lepiej żyć, a to im się kojarzyło z śp. Brazauskasem.

Symboliczne, ale po dwudziestu latach, tej jesieni, ludzie znów zaufali byłym „brazauskininkom” (prawda, już bez tego dość mocnego, choć kontrowersyjnego lidera). Znów, po trudnościach kryzysu, ludźmi kierowała chęć „lepszego życia”. Ciekawe, czy tym razem nam się to uda?

Ważnym wydarzeniem, którego obchody mieliśmy również na jesieni, było dwudziestolecie Konstytucji RL. Została ona przyjęta w drodze referendum. Praca nad jej założeniami trwała dwa lata. W jej osnowie znalazły się założenia poprzednich Ustaw Zasadniczych z 1922 i 1938 roku, a także normy obowiązujące w takich państwach jak Francja, Włochy, Niemcy – bowiem tworzono je na podstawie uniwersalnych wartości. O tym, że założenia Konstytucji są dość precyzyjnie wyartykułowane, może świadczyć fakt, że w ciągu 20 lat zmieniono zaledwie 7 jej artykułów. Dodać wypada, że swoistym „tłumaczem” Konstytucji jest Sąd Konstytucyjny, który jednak w oczach części społeczeństwa budzi kontrowersyjne oceny, kiedy chodzi o decyzje podejmowane zgodne z literą bądź też tzw. „duchem” Ustawy Zasadniczej.

Przed dwoma dziesięcioleciami został odtworzony paszport obywatela Litwy. Doskonale pamiętamy, jaki chos mieliśmy w dokumentach, kiedy to w pewnych okresach pierwszych lat niepodległości w „obiegu” było aż pięć rodzajów dowodów osobistych odchodzącego w niebyt ZSRR. Możliwość odtworzenia paszportu obywatela Litwy została uzyskana, gdy służba statystyki Organizacji Narodów Zjednoczonych przyznała Litwie międzynarodowy kod LTU. Znamienne jest też to, że jako pierwsza nowy dokument otrzymała narciarka Vida Vencienė.

Już kilka razy zmieniano nam wygląd tego dokumentu. Obecnie posługujemy się zarówno paszportem jak też kartą identyfikacyjną. Jak głosi statystyka, w ciągu okresu od 1992 r. wydano ponad sześć milionów paszportów. My, Polacy, czekamy, iż wreszcie znajdzie w nim taki zapis naszych imion i nazwisk, który będzie zgodny z tym, jaki otrzymaliśmy w spadku po przodkach.

Wielkim wyzwaniem dla Litwy było wyjście z systemu pieniężnego byłego ZSRR, utworzenie swojej waluty. Towarzyszył temu okres przejściowy. Właśnie 1 października 1992 roku na terenie Litwy jedyną formą rozliczeń stały się tak zwane talony. Ich cechą szczególną były wizerunki zwierząt. Najbardziej „cennym zwierzęciem” był niedźwiedź, bo upiększał talon o niminale 500 jednostek. Zwano je również „wagnorkami”. Nietrudno się domyślić, iż przezwisko to otrzymały tymczasowe pieniądze od nazwiska premiera Gediminasa Vagnoriusa. Funkcjopnowały one do środka 1993 r., zanim został wprowadzony lit. Wymiana odbywała się w stosunku 100 talonów – 1 lit. W 1992 r., po sprowadzeniu odpowiednich urządzeń, w mennicy państwowej rozpoczęto produkcję metalowych monet. Lity też się nam wizerunkowo zmieniały; papierowe jedno-, dwu- i pięciolitówki zostały zamienione na metalowe. Teraz z roku na rok czekamy wprowadzenia euro. Tylko czy warto czekać na ten fakt z niecierpliwością?

O ile wyżej wymienione zjawiska da się poprzeć konkretnymi wynikami i materialnym wymiarem, to z kolei obchodzone w mijającym roku 20-lecie przejścia od gospodarki stylu sowiecko-socjalistycznego do rynkowej trudno by było oznakować konkretną datą. Jak podają eksperci, inflacja na początku 1992 roku osiągnęła rekordowy poziom i wyniosła ponad tysiąc sto procent, nie pozostawało więc nic innego, jak wdrażać zasady funkcjonowania nowych form: zaprzestano ścisłej regulacji cen, zezwolono na wolny handel nie tylko wewnątrz kraju, ale i z zagranicą, odstąpiono od regulowania wypłat, oprocentowania pożyczek bankowych i kont.

Starając się jakoś okiełznać inflację, puszczono cugle i już nikt i nic nie mogło zahamować prawidłowych, ale też karykaturalnych, procesów zachodzących w gospodarce kraju. Zbijaniu bajecznych majątków i panoszenia się przestępczości, rozwarstwienia społeczeństwa. To wtedy, tak upokarzanych za władzy sowieckiej spekulantów, zaczęto nazywać biznesmenami, swój złoty wiek przeżywały bazary, handel metalami i alkoholem. Firmy prosperowały i znikały bez śladu. Ale też powstały takie, co potrafiły w tej grze bez zasad, jakieś prawidła stworzyć i one prosperują do dziś: „Penki kontinentai”, „Senukai”, dzisiejsze „Maxima”, „Iki” i in.

Swoje dwudziestolecie świętowała w ubiegłym roku odrodzona instytucja prezydenta, a tegoroczni olimpijczycy mogli być dumni (tylko, że są za młodzi żeby to pamiętać), że po raz pierwszy flaga litewska i hymn oznajmiły o triumfie sportowców z Litwy właśnie w 1992 r., na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie.

Porównania i wnioski
Ciekawe, że przed dwudziestu laty mieliśmy całkiem podobny stosunek do wyborów parlamentarnych, nieco ponad 50 proc. uważało je za ważkie. Najpopularniejszą osobą był ówczesny prezydent. Musimy przyznać, że i tego roku (na początku) obecna pani prezydent plasowała się na wierzchołku piramidy popularności. Obecnie jednak traci, traci te punkty, ale urząd prezydenta cieszy się w porównaniu z innymi instytucjami państwowymi największą popularnością.

Żeby zdopingować członków Sejmu do zadbania o swój prestiż warto przypomnieć, że przed 20 laty na początku roku instytucja ta miała ogromne, bo ponad 40 proc. poparcie obywateli. Co to znaczy wobec dzisiejszych 5 proc., niech każdy odpowie sobie sam.

Niestety, ale przed dwudziestu laty też zaliczaliśmy siebie do najbardziej nieszczęśliwych społeczeństw (ponad 60 proc. obywateli tak uważało).

Dla każdego z nas z osobna zarówno odchodzący rok, jak i związane z nim jubileusze, miały osobisty, wyjątkowy charakter. Zrywając ostatnią kartkę ze starego kalendarza może warto w ramach kształtowania optymistycznego wizerunku świata (który, podobno, pomaga żyć) w ślad za poetą powiedzieć, „że to, co było, było jak należy” i zabrać się do realizacji nowych planów z entuzjazmem i na wysokiej optymistycznej nucie. Przecież musimy zwyciężać, skoro stanęliśmy do tego wyścigu z czasem jakim jest życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.